28 kwietnia 2013

~dla uszu~
 "Codzień szesnaście ton i co z tego mam?
Tym więcej mam gługów, im więcej mam lat.
Nie wołaj Święty Piotrze, ja nie mogę przyjść
Bo duszę swoją oddałem za dług"


Imię i Nazwisko: Bartolomew Gabriel Baptysta, Syn Gabriela Williama Baptysty-kowala.
Przydomek: Bart, bądź Bard, albowiem często zdarzało mu się śpiewać i zabawiać innych.
Wiek: 25 lat
Miejsce urodzenia: Gdzieś u wybrzeża Hiszpani.
Statek: Kochanka Neptuna – pirat.

    Nie zaznał szczęścia, kto choć raz nie pływał po otwartych morzach. Kto choć raz nie poczuł smaku słonych kropli niesionych przez wiatr. Ni ten, kto nie stanął do walki za dobro swoje i swej załogi, kto nie mógł służyć pod rozkazami kogoś tak znamienitego, jak kapitan Octavius Alcentra.

   Bartolomew miał niemałe szczęście , że udało mu się pływać przy jego boku, chociaż zapłacił za to niemałą cenę. Zostawiając rodzinę i całe dotychczasowe życie odszedł. Pozostawił po sobie tylko wspomnienie młodego chłopca zapatrzonego w ogromne żaglowce i marzącego o morzu. Wreszcie udało mu się stanąć na pokładzie pierwszego okrętu. A był to rok 1727. Właśnie wtedy, jako niespełna dziesięcioletni chłopiec, wdarł się na okręt handlowy, a to był już pierwszy krok do sukcesu.

   Dorastał zdrowo i pod dobrą opieką, albowiem jak tylko odnaleziono go pod pokładem uznano, że będzie idealnym chłopcem na posyłki. Dobrze odżywiony, zdrowy i młody chłopak na statku to wielkie szczęście. A więc pływał i pomagał w najgorszych robotach, jak mycie pokładu, zszywanie żagli i znoszenie ładunków. Kiedy skończył dwanaście lat uznano, że jest na tyle duży, aby szkolić go w walce wręcz oraz wszelkiego rodzaju bronią, na wypadek ataku piratów. To jednak wcale mu się nie podobało, albowiem bycie piratem było dla niego nie lada poświęceniem i podziwiał ich. Zawsze.

   Pewnego dnia zerwał się okrutny sztorm i statek, którym płynął chłopak musiał spłynąć do portu Cabaret. Wtedy to korzystając z okazji wymknął się do miasteczka i już na statek nie wrócił, a na pewno nie na ten sam. Musiał on bowiem prędko opuścić port właśnie ze względu na pirackich przybyszy. Błąkał się po mieście i szukał miejsca gdzie mógłby spędzić noc. Jako, że był urodziwy, nie miał z tym problemu, przygarniała go każda kobieta.

   Niedługo po przybyciu na brzeg spotkał człowieka, który na zawsze odmienił jego życie. Do portu wpłynęła bowiem Kochanka Neptuna. Na jednej z portowych ulic natknął się na młodego mężczyznę, który zaprowadził go do kapitana. Tam, pokazując mu swoje zdolności do walki, a były ogromne jak na tak młody wiek, kapitan pozwolił mu zostać na statku. To właśnie na nim dalej poznawał tajniki ruchu nóg podczas starcia, jak i poruszania centrycznego. Nauczył się opanowania i skupienia oraz bezgranicznego posłuszeństwa. Stał się członkiem wielkiej rodziny Alcantrów...
 
~*~
Witam. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze grało i liczę na ciekawe wątki. Będę starac się znalezc jak najwięcej czasu na bloga. Miłej gry!
 

25 komentarzy:

  1. [ dojrzałam dwa małe błędy. Alcantrów a nie Alcentrów i więcej a nie sięcej, tam na górze :) poza tym witam i zapraszam do wątku z Kayną, który z chęcią zacznę, jak znajdzie się jakiś pomysł :)]
    Kayna

    OdpowiedzUsuń
  2. [ w tym rzecz, że mi nic nie świta ._.]
    Kayna

    OdpowiedzUsuń
  3. [z kapitanem wątek musi być :) witam na blogu i życz emiłej gry! :)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ach i oczywiscie przy okazji zaproszenia do Kapitana, zapraszam rowniez do Scarlett ;)]

      Usuń
  4. [Witam, chęć na wątek jest? :)]

    Catalina Rosa

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ok, jasne. Tylko daj mi proszę jakiś pomysł:)]

    Catalina

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jaki ładny pan :) Witam, życzę miłej zabawy i zapraszam do wątku :D]

    Terra

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witam się! Witam się i zapraszam do wątku z Claudiusem :)]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Nie wiem skąd, ale kojarzę buźkę tego pana. Cath.]

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdy tylko Skarb Diabła zatrzymywał się w porcie, Catalina wymykała się wreszcie spod czujnego oka ojca i samotnie zaczynała spacerować po miasteczkach. Nie chciała, żeby ktokolwiek jej towarzyszył, ludzie żyjący w portach kojarzyli większość członków załogi, a ona wolała pozostać anonimowa. Nie każdy przecież był pozytywnie nastawiony do Krwawego Kapitana. Wolała nie ryzykować, a poza tym chciała mieć coś od życia, a nie tylko ciągle być pilnowaną przez kogoś, kto ciągle miał ją za dziecko.
    Dzisiaj, jak zwykle po zejściu na ląd przez chwilę kręciła się wśród innych, jednak jak tylko nadarzyła się okazja zniknęła niezauważalnie i przemierzając ulice portowego miasteczka po chwili weszła do jakiejś tawerny. Była głodna, a że do jutra kuk miał wolne od gotowania i zajmował się gromadzeniem zapasów, musiał jej wystarczyć posiłek spożyty tutaj, chociaż nie była pewna co do jego jakości. Ale jakoś przeżyje, jadała już w gorszych miejscach.
    Rozejrzała się po pomieszczeniu i zajęła jedno z niewielu wolnych miejsc, ignorując spojrzenia posłane w jej stronę. Zapewne nieczęsto były widywane tu kobiety, a już na pewno nie takie, które zamiast pięknej i bogatej sukni miały na sobie spodnie i przypiętą do pasa szablę. Dziewczyna jednak pogodziła się już z tym, że wzbudzała zainteresowanie.
    Zerknęła niby dyskretnie na talerz swojego sąsiada i zaciekawiona zadała mu pytanie o jakość jadła.

    [Przepraszam, że tyle zwlekałam z zaczęciem.]

    Catalina Rosa

    OdpowiedzUsuń
  10. [Do wątku zawsze. Masz jakiś pomysł czy coś?]
    Cath

    OdpowiedzUsuń
  11. [Może mogliby się spotkać na jakimś porcie - znaczy się to jest wiadome. Może niechcący Cath na niego wpadnie, a on zacznie na nią wrzeszczeć czy coś. Nie mam innego pomysłu.]

    OdpowiedzUsuń
  12. A mówili jej, żeby nie chodziła sama o statku, bo kiedyś coś jej się stanie. A mówili, żeby nie łaziła tam gdzie nie trzeba, a mówili żeby trzymała się swojego męża albo żeby siedziała w kajucie, bo nie dośc że baba na statku przynosi pecha, to jeszcze taka która 'chodzi i zwiedza' przynosi same nieszczęścia. W momencie w którym poczuła piekący ból na policzku zrozumiała o co właściwie im chodzi.
    - Nie, nie... Nic sie nie stało.. Spokojnie, to moja wina... - dotknęła swojego policzka po czym spojrzała na delikatne ślady krwi na palcach - To nic takiego, zdarza się... Mówili żebym nie chodzila po statku... - mruknęła przykładając do policzka chusteczkę... - Nie denerwuj się...

    OdpowiedzUsuń
  13. [A bardzo chętnie, mam nawet kilka pomysłów na ich relację lub ewentualne spotkanie. Mam nadzieję, że ci się spodobają.
    Numer jeden: Marissa właściwie od zawsze była na statku, często więc podróżowała do różnych zakamarków świata. Pewnego dnia mogła wymknąć się ze statku bez opieki rodziców i pałętać się po jakimś mieście, gdzie spotkałaby młodego Barta. Mogliby razem spędzić dzień na włóczeniu się i zabawach, później spotkaliby się tak jeszcze parę razy, ale w końcu Bart by zniknął, kiedy zaciągnął się na nowy statek. Teraz mogliby się gdzieś przez przypadek spotkać o któreś z nich rozpoznałoby towarzysza dawnych zabaw. Oboje nie wiedzieliby, że pochodzą z dwóch różnych, nienawidzących się statków, chociaż Mar już właściwie mieszka w porcie. Później jakoś mogliby się zorientować, ale o tym może kiedy indziej.
    Dwa: była jakaś kolejna bijatyka, a Bart został ranny i szybko potrzebowałby pomocy, dlatego trafiłby w ręce Marissy, która by się nim zaopiekowała, ukrywając swoją tożsamość, bo nie rozumie tego głupiego sporu, gdyż raczej pokojowe z niej dziewczę i nie chciałaby, żeby Bart od razu ją znienawidził.
    Trzy: z Octaviusem mam mieć wątek, w którym porywa Marissę na swój statek. Można to jakos wykorzystać, źe Bart był przydzielony do pilnowania jej itd., ale miałby do niej żal, bo np. spotkali się kilka tygodni temu i kiedy zjawiali się w porcie, przebywali w swoim towarzystwie, a Marissa nigdy nie zająknęła się na temat swojego pochodzenia.
    Cztery: to zakłada, że wiedzą, kim są i skąd pochodzą. Mogą się nienawidzić, ale kiedyś razem uratowali sobie życie albo sobie pomogli. Na przykład jakiś facet dobierał się do Mar, a Bart ją ochronił i odprowadzil do domu, przy czym okazało się, że wcale nie jest ona ani on taki zły.
    No i to takie drobne pomysły. Zawsze możemy pomyśleć dalej albo coś do nich dodać, jeśli tylko chcesz:)]

    Marissa

    OdpowiedzUsuń
  14. [Hah, tak, jakoś mi tak dziwnie to wyszło, no cóż, zdarza się ;) Aha, powiedz mi czy oni wiedzą że pochodzą z dwóch różnych statków czy nie?]

    Po chwili, gdy jeszcze raz spojrzała na chłopaka, przypomniała sobie, że go kojarzy. Nigdy jakoś nie mieli okazji porozmawiać, a że z niej gadatliwe stworzenie było, to postanowiła to nadrobić. Uwielbiała poznawać w portach nowych ludzi, chociaż musiała przerywać znajomość i wracać na statek. Zawsze jednak istniała możliwość, że przy kolejnym zejściu na ląd ponownie się z tą osobą spotka.
    - Mam nadzieję, nie chce mi się szukać innego miejsca, jestem zmęczona - westchnęła, opierając głowę na dłoniach, a ramiona na stole. - Właściwie to mam wrażenie, że spotkałam cię już wcześniej, i to w niejednym porcie. Podejrzewam, że żyjesz na statku, jak ja. Szkoda, że nie mieliśmy okazji wcześniej porozmawiać - uśmiechnęła się, siadając nieco bokiem, żeby mieć lepszy widok na mężczyznę.

    Catalina Rosa

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaśmiała się cicho, po czym zmarszczyła lekko nos. Właściwie to nigdy nie miała żadnych uprzedzeń do ludzi, wszystkich starała się traktować jednakowo. Skoro jednak sądził, że tak jest, to może powinna to kiedyś przemyśleć. Możliwe, że jej postawa i styl bycia odpychał nieznajomych, a jeszcze do tego nazwisko ojca... Cóż, różnie na tym świecie bywa.
    - Po pierwsze nie panienka, tylko Cat. A po drugie myślę, że nie chodzi nawet o ciebie. Jeśli mój ojciec dowiedziałby się, że rozmawiam z kimkolwiek z Kochanki Neptuna, to zamknąłby mnie w kajucie. Na szczęście nie ma o niczym pojęcia - oznajmiła wesoło, kiwając głową kobiecie, która krążyła między stolikami, żeby poprosić ją o posiłek. - Tak, chętnie. Mają tu jednak coś poza rumem? - zapytała.

    Catalina Rosa

    OdpowiedzUsuń
  16. [No wiesz, zero pomocy z Ciebie! Jestem jedną z najbardziej niezdecydowanych osób na Ziemi, a ty mi jeszcze każesz wybierać;)
    Hm, możemy tak zrobić. Czyli jako dzieci się kiedyś tam spotykali i razem bawili, później niestety nie mieli okazji się poznać, teraz porwał ją kapitan, który chce zobaczyć jak zareaguje Krwawy. Bart będzie miał ją pod swoją opieką, żeby nigdzie nie nawiała, no i ją pozna, bo trudno jej nie poznać przez te rude włosy;) Ale on pewnie będzie pewnie musiał się jej przypomnieć, bo się bardzo zmienił i będzie zdziwiony, że Marissa, z którą się bawił, była córką Rosy. A później zobaczymy, jak nam się wątek rozwinie.
    Ale nie ma tak łatwo, ty zaczynasz:D]

    Marissa

    OdpowiedzUsuń
  17. Marissa niewiele pamiętała. Było ciemno, wracała jakąś wąską, mniej uczęszczaną uliczką od pacjenta, którego musiała obejrzeć w jego mieszkaniu. Usłyszała za sobą szelest, zaczęła się odwracać, a później spowiła ją ciemność.
    Kiedy się obudziła, czuła delikatne kołysanie pokładu. Od dziecka wychowywała się na statku, nie dało się więc tego pomylić z niczym. Z cichym westchnieniem próbowała otworzyć oczy, ale natychmiast oślepiła ją nagła fala bólu, która rozlała się po jej głowie. Ostatkiem sił powstrzymała się od jęknięcia. Mocno zacisnęła zęby po prostu leżąc. Była pewna, że ktoś został wyznaczony do pilnowania jej, dlatego nadal udawała nieprzytomną. Czuła, że ścierpł jej cały bok, czyli musiała tak leżeć przynajmniej kilkanaście godzin. Pytanie tylko kto jej to zrobił i czego chciał?
    Mar znowu otworzyła oczy. Tym razem ból był nieco mniejszy, ale nadal dotkliwy. Bezszelestnie podniosła się z podłoża, rozglądając dookoła. Jakiś mężczyzna siedział odwrócony do niej plecami w znacznej odległości. Pokręciła z dezaprobatą głową, co natychmiast wywołało u niej ból. Jak można tak jej nie doceniać? Poczuła się niemal urażona.
    Z włosów wysunęła ostrą ozdobę, która zazwyczaj przytrzymywała jej uparte loki w jako takiej fryzurze, a która teraz miała jej posłużyć za nóż. Zachowano jako takie środki ostrożności, związując jej ręce i nogi. Dziewczyna zaczęła delikatnie przecinać więzy na dłoniach, starając się nie wydać przy tym żadnego dźwięku.

    Marissa

    OdpowiedzUsuń
  18. Mar z drwiną uniosła brew do góry, patrząc na mężczyznę. On chyba naprawdę sądził, że była tylko kolejną głupiutką kobietą, która wystraszy się na widok noża i natychmiast stanie się potulna. Całkiem zabawne, gdyby nie działo się w takich niezbyt miłych okolicznościach. Czasami zastanawiała się, dlaczego piraci aż tak bardzo nie doceniają dziewcząt, które przecież były zdecydowanie sprytniejsze niż mężczyźni, a przede wszystkim odporniejsze psychicznie. Niektóre miały również temperament, jak było w przypadku Marissy.
    Może nigdy nie potrafiła utrzymać miecza w dłoni. Może była zbyt delikatna, aby skrzywdzić choćby muchę. Może nie była piratką. Ale miała swój temperament, swoją dumę i była córką swego ojca.
    - Rozkazujesz mi? - zapytała powoli dziewczyna, jakby chciała się upewnić, że naprawdę to robi. Marissa mogła znieść bardzo dużo, ale nienawidziła, gdy ktoś mówił jej, co ma robić i dotyczyło to wszystkich bez wyjątku. A już na pewno jakiegoś podrzędnego pirata, którego nie znała, a który ośmielił się wydać jej polecenie. Kiedy wpadała w złość, cała jej delikatność znikała.

    Marissa

    OdpowiedzUsuń
  19. - Nie wiem. Wody albo jakiegoś soku - wzruszyła ramionami. - Obojętnie mi to, byleby nie było to nic z alkoholem.
    Wychowana na statku, nie mogła bez obrzydzenia spojrzeć na jakikolwiek trunek. Dość miała tego, że co noc cała załoga raczyła się rumem, co było obrzydliwe, gdy tak potem zaczęli odczuwać skutki napoju. Cat dobrze wiedziała, że dobrowolnie się tego nigdy nie napije, a żeby ja zmusić trzeba było mieć naprawdę silne nerwy.
    - Nie znam jednak twojego imienia, chyba że wolisz pozostać anonimowym piratem, zrozumiem - zagadnęła po chwili, przyjmując od kobiety talerz i spoglądając na jedzenie.
    Nie wyglądało tak źle, jak z początku zakładała. Było to plus, dlatego przełamała się i skosztowała nieco, dochodząc do wniosku, że jest dobrze. A przynajmniej przeżyje, więc nie miała na co narzekać.

    Catalina Rosa

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten mężczyzna nie podobał się Marissie ani trochę. Nie chodziło nawet o to, że był obcym facetem, który pilnował ją na obcym statku i który był jej porywaczem, ale o to, jak się do niej zwracał, jak się zachowywał. Zawsze była dobra w obserwacjach i na ich podstawie potrafiła wysunąć wnioski, a ten tutaj wydawał się być beznadziejnym przypadkiem pirata nieokrzesanego, zadufanego w sobie, impretynenckiego, aroganckiego i zbyt pewnego siebie. W wielkim skrócie: był po prostu dupkiem.
    - A teraz mi jeszcze grozisz? Ważyłabym na twoim miejscu słowa - odpowiedziała chłodno Mar, dumnie unosząc podbródek do góry, chociaż w środku pojawiło się ukłucie strachu. Gdyby kapitan tego statku oddał ją piratom... Wolała nawet o tym nie myśleć, ale nie sądziła, że znalazła się tutaj z tego powodu. Raczej chodziło o jej pochodzenie, którego najwyraźniej mężczyzna nie znał. A jeśli chodziło o jej pochodzenie, mogła znajdować się tylko na jednym statku: na Kochance Neptuna.
    - No widzisz, nie było tak strasznie, prawda? A teraz powtórz to z większą życzliwością w głosie. Uniżenie proszę, żebyś to odłożyła, bo możesz sobie zrobić krzywdę, o tak - instruowała go Marissa z fałszywie słodkim uśmiechem na ustach. Skoro już była więźniem, mogła trochę pograć na nerwach pilnującego jej pirata. Nie pozwoli, żeby ktoś bezkarnie jej rozkazywał, a później ją zastraszał.

    Marissa

    OdpowiedzUsuń
  21. [Zaczynam, ale nie jest to najwyższa jakość.]

    Catherina przeżyła wiele sztormów w swoim życiu, ale ten, który ich napotkał na Morzu Karaibskim był jednym z największych i zarazem najniebezpieczniejszych. Jedynym wyjściem było przycumowanie w najbliższym porcie. Okazał nim się być port Cabaret.
    Cath wraz z innymi przycumowała statek i zawiązała linę wokół jednego z pachołków. Prawie wszyscy wyszli na ląd - każdy w innym celu. Także Cath, która nie była zwolenniczką wychodzenia ze statku. W porcie Cabaret nigdy nie była i chciała się trochę rozejrzeć.
    Deszcz zaczął padał coraz mocniej, aż tak, że widoczność była bardzo niska. Ludzie ślizgali się po jezdni. Blondynka postanowiła, że wejdzie do jednej z tawern, aby nie zostać staranowaną. Gdy już chciała otworzyć drzwi, ktoś zrobił to za nią. Oboje zderzyli się ze sobą i upadli w kałużę.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Do tawerny? Nie jestem pewna czy to dobry pomysł... - przyznała, nie wiedziała jak mógłby zareagować na coś takiego Claudius, w końcu był jej mężem, a wychodzenie z piratem do tawerny raczej nie było mile widziane. - Ale możesz postawić mi kieliszek wina tutaj, na statku... Wiem gdzie trzymają butelki. - przyznała z lekkim uśmiechem - I proszę, nie denerwuj się już. Przecież nic się nie stało, to zaledwie lekkie draśnięcie spowodowane moją nieuwagą.

    OdpowiedzUsuń
  23. Marissa mimowolnie uśmiechnęła się delikatnie, odpowiadając na jego ukłon lekkim kiwnięciem głowy pełnym gracji, którym starała się zamaskować uśmiech. Jeszcze tylko jej brakowało, żeby coś sobie pomyślał.
    - Bardzo miło z pana strony - zaczęła dziewczyna nieco nazbyt ironicznie - Ale rozumie pan, że nie mogę tego zrobić. Jak pan sam powiedział, znajduję się na statku pełnym piratów, którzy mogliby się nazbyt... zbliżyć. Jak będę się wtedy bronić? Dlatego mimo całej mojej sympatii, której w ogóle nie ma, nie chciałabym oddawać mojej jedynej gwarancji bezpieczeństwa.
    Przez cały czas Mar uważnie wpatrywała się w twarz mężczyzny skrytą w półcieniu, starając się rozgryźć, o co mu tak naprawdę chodzi, jaka jest jego rola i jaki naprawdę jest. Z jednej strony jej rokazywał i groził, a z drugiej zaczął grać z nią w jej własną grę. Nie do końca potrafiła zrozumieć, co nim kierowało, ale się tego dowie. A później stąd ucieknie. Nigdy nie była histeryczką, a w trudnych sytuacjach zazwyczaj udawało jej się znaleźć rozwiązanie.

    Marissa

    OdpowiedzUsuń
  24. [Hej! Ja tam wątek chętnie, tylko nic mi do głowy nie przychodzi. Może ty masz jakieś pomysły??]

    Liz

    OdpowiedzUsuń