Tawerna Hispaniola w porcie Jacmel. Może ilość dziwek i awantur mniej więcej się zgadza, jeśli porównać tę tawernę ze Śmiercią Korsarza, ale goście to tym razem albo korsarze wierni hiszpańskiej koronie albo mieszkańcy niewielkiego portowego miasteczka, albo hiszpańscy żołnierze, którym też należy się chwila wytchnienia. Właściciel lokalu jest przekonany, że prowadzi renomowaną restaurację o znakomitej reputacji, jednak co rozsądniejsi mieszkańcy unikają tego miejsca, zdając sobie sprawę z tego, że od lat jest ono siedliskiem wszelkich awanturników i kanalii. W tym miejscu kwitnie również inwigilacja, bowiem kolonialne władze muszą mieć pewność, że wynajęci korsarze dobrze się sprawują i nie próbują nadmiernie wykorzystywać powierzonych im przywilejów.
Tawerna składa się z dwóch dużych izb, w których do wieczór na okrągłych stołkach zasiadają dziesiątki gości. Króluje tu wino i rum, chociaż kuchnia jest w stanie zadowolić podniebienia nawet wytrawnych smakoszy. Jak łatwo się domyślić - takich tu brakuje. Wieczorami pojawiają się w tawernie muzycy, którzy w trakcie udanego wieczora są w stanie zarobić sporą sumkę, natomiast kiepski wieczór może się dla nich skończyć twardym lądowaniem za progiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz