27 kwietnia 2013

DOM WIEDŹMY LUNY



Słyszałem kiedyś, powtarzać strach,
że bywa u wiedźmy sam diabeł!

Cholernie zabobonne te pirackie ścierwa! To każą uroki rzucać, to amuletów chcą, to wrogie okręty na dno posyłać im się zachciewa! Ale Luna za drobną opłatą chętnie amulecik sprawi, chętnie przeciwnika razem  z jego statkiem do piekła wyprawi, chętnie zaklęciem życie utrudni! Mówi się w porcie Cabaret, że nikt nie wie, skąd przyszła i że zawarła pakt z samym diabłem, żeby zachować wieczną młodość, że nawet najstarsi żeglarze pamiętają ją jako powabną ślicznotkę. Powabna może i jest, ale ktokolwiek nie jest przyparty do muru, w jej skromne progi nie wkracza. 

W ciasnym pomieszczeniu na zakurzonych półkach stoją butelki z eliksirami, o których przeznaczenie nikt zapytać się nie odważył. Ciemność spowija każdy kąt, a w kamiennych misach parują śmiercionośne mikstury. Tutaj można załatwić każdą sprawę, która wymaga magicznej interwencji, jednak nie należy zapominać, że ktokolwiek wziął do ręki przeklęty przedmiot i skierował go przeciwko drugiemu, diabeł o nim nie zapomni...

POSTAĆ WIEDŹMY ZAJĘTA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz