Tawerna Śmierć Korsarza w porcie Cabaret kontrolowanym przez piratów. Jest to miejsce o szemranej reputacji, co nie umniejsza jednak popularności samego lokalu. W tawernie co wieczór przez gardła gości przelewa się morze alkoholu, a o wyśmienitym jedzeniu krążą w okolicy legendy. Źródłem legend jest prawdopodobnie fakt, że miłośnicy tego miejsca podczas konsumpcji zwykle nie są już w najlepszym stanie. To właśnie tu prowadzi się rekrutacje na statki i to tutaj spełniają się marzenia młodzieńców o morskich przygodach. Tyle że oni nie wiedzą jeszcze, jak naprawdę wygląda pirackie życie, więc ochoczo podpisują umowy, sądząc że zapłata własną głową za złamanie warunków to tylko straszak. Główny zarządca lokalu nie należy do tych osób, które przeciętny zjadacz chleba chciałby spotkać na swojej drodze, jednak stali i wierni klienci mogą liczyć na przychylność i szklankę rumu na koszt firmy. Przypadkowi przybysze raczej tu nie zaglądają (jak i do samego portu Cabaret, swoją drogą), ale nie oznacza to, że nie zostaliby przyjęci z otwartymi ramionami. No, chyba że akurat zdradzaliby oznaki możliwych konszachtów z władzą. Awantury nie są niczym nadzwyczajnym, a zajmujący stanowisko ochroniarza typ spod ciemnej gwiazdy na większość z nich nie zwraca uwagi. Co nie oznacza wcale, że ciężko stąd wylecieć głową do przodu prosto w błoto, bo goście tawerny nie przepadają za pokojowym rozwiązywaniem sporów. A samych sporów nie brakuje. Panie lekkich obyczajów zaglądają tu w poszukiwaniu zarobku, co w otoczeniu wyposzczonych piratów nietrudne. Tak nietrudne jak ryzykowne.
Lokal składa się z czterech ciasnych, piwnicznych izb, w których rozstawione są wiecznie okupowane przez gości stoły. Gwarantowane miejsce siedzące mają tu jedynie ci, którzy zasłużyli sobie na uznanie wśród piratów. Napić się tu można wina, rumu, piwa, lokalnych trunków wątpliwego pochodzenia lub wody - ale to już w pobliskiej studni, która służy głównie do cucenia co większych miłośników lokalu. Legendarne pyszne jedzenie przygotowuje od lat ten sam kucharz, który w swoim własnym mniemaniu jest w hierarchii ważniejszy od właściciela, więc ciężko stwierdzić, co tym razem wrzuci do garnka, co z tego wyjdzie i jaki będzie poziom zjadliwości rzeczonego dzieła sztuki kulinarnej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz