Scarlett
Alcantra
dziecko pozostawione na łasce piratów | żona Claudiusa, syna kapitana Kochanki Neptuna | do we have an accord? | kobieta na pokładzie podobno przynosi pecha | drink and the devil had done for the rest, yo-ho-ho and a bottle of rum! | a romans kwitł na pełnym morzu | some men have died and some are alive and others sail on the sea | kto powiedział, że kobieta nie może dobrze posługiwać się bronią? | wszystko jest kwestią nastawienia | trzydzieści lat na tym bożym świecie | even pirates, before they attack another ship, hoist a black flag
Nie pamięta jak znalazła się na Kochance Neptuna, podobno była tą, którą piraci porwali dla okupu i niemile rozczarowali się wiadomością, że ów okupu nie dostaną. Scarlett nie chce wiedzeć kim był jej ojciec i dlaczego nie zapłacił za córkę skrzyni złota. Być może nie była mu potrzebna, może wcale jej nie chciał, a może wspominenia o wymianie dla okupu są jedynie jej pobożnym życzeniem? To brzmi dużo lepiej niż świadomość, że była zwykłym podrzutkiem nad którym zlitowali się straszni piraci. Scarlett nie chce poznać prawdy, dobrze jej tak jak jest, a ludzi na statku traktuje jak własną rodzinę. I było tak od zawsze, bo jak daleko potrafi sięgnąć pamięcią, we wspomieniach malują jej się sylwetki pirackic kamratów. Ich zepsute zęby, splątane brody i zniszczone pracą ręce, którymi walczyli za kolejny łup i którymi podnosili kufle mocnego rumu. Miała cztery lata gdy po raz pierwszy spoglądała na starszego kapitana z połyskującym w dłoni kordelasem, z którym nie rozstaje się do teraz. W krótkim casie Kapitan Alcantra stał się dla niej niczym ojciec i do dziś jest mu wdzięczna za to, że nie kazał jej wyrzucic za burtę, gdy była ku temu odpowiednia okazja. Początkowo miała być jedynie 'rozrywką' dla kapitańskiego syna - Claudiusa, który z czasem stał się dla niej kimś więcej niż zwykłym kolegą. To właśnie on wprowadzał ją w tajniki walki na szpady, uczył ją rozróżniać wiatry i konstelacje gwiazd. I to właśnie on został jej mężem, czyniąc ją tym samym najszczęśliwszą kobietą na otwartym morzu.
Scarlett wierzy w przeznaczenie, wierzy że wszystko co człowiek robi w życiu zaowocje w późniejszym czasie. Wierzy, że jedna źle podjęta decyzja może zaważyć na przyszłości. Wierzy w talizmany i eliksiry. I we wszystko co powie wieźdźma. Kiedyś tak nie było, kiedyś sądziła że jest panią własnego losu, a wszystkie 'konszachty z diabłem' to zwykłe zabobony, w które wierzą piraci. Bo przecież wierzyć w coś trzeba. Sytuacja zmieniła się pewnego mroźnej zimy. Kochanka Neptuna przybiła do portu Cabaret po długim czasie na pełnym morzu. Większość załogi statku zagosiła w Tawernie, kilku nieszczęśników zostało na straży pirackiej łajby, a ona wybarała się na krótki spacer po okolicy. Niby banalne i pewnie w tym momencie powinno się skończyć ów 'wzruszającą historię', ale to jeszcze nie koniec... Na rozstaju dróg spotkała kobietę, która znała jej imię mimo że Scarlett nie odezwała się ani słowem. Kobieta przepowiedziała jej, że wraz z nadejściem równonocy wiosennej powije syna, który z czasem stanie się godnym następcą swojego dziadka. Dziś Aurelius ma pięć lat i już widzi siebie w roli przyszłego kapitana Kochanki Neptuna. Za nic ma sobie 'zakazy i nakazy' ojca i dziadka, biega za wszystkimi mieszkańcami statku , a drewnianą szablą próbuje zwojować świat, wydając przy tym mnóstwo abstrakcyjnych rozkazów.
Scarlett nauczyła się życia na morzu i, na chwilę obecną, nie wyobraża sobie życia gdzieś indzej. Z uśmiechem obserwuje codzienne pirackie rytuały i modli się do Kalipso o pomyślność morskich wypraw. Zawsze ma przy sobie stary naszyjnik, jedyną pamiątkę po dawnym życiu. Nie wie czy nosi go z sentymentu czy z przyzwyczajenia, ale nie ma dnia by nie miała go na szyi. Morscy kamraci twierdzą, że jest namiastką domu, że jej głos przypomina im kołysanki z dawnych lat, mówią że jej uśmiech rozjaśnia niebo i że dla niej gotowi byliby nawet oddać życie. Wiedzą jednak, że muszą zachować odpowiedni dystans, bądź co bądź... Mają do czynienia z kapitańską synową! Scarlett za to może spędzać godziny na słuchaniu ich opowieści o pięknych lądach i utraconych miłościach. I lubi patrzeć za burtę i rozmyślać o tym, jak wygladałoby jej życie gdyby miała możliwość wyboru. Pytanie tylko, czy cokolwiek by zmieniła?


[Ja ci napiszę, ja! Dzień dobry od Administracji :D]
OdpowiedzUsuń[Bóg do mię przemówił! xd]
Usuń[Witam Witam!
OdpowiedzUsuńZeta-Jones śliczna <3 proponuję wątek? ]
Luna
[ o podobieństwo chodziło mi głównie z charakteru :D ale mogę zmienić, nie ma problemu :)
OdpowiedzUsuńwątek jak najbardziej. Kayna pewnie będzie uwielbiała ich synka, który z tego co czytam, jest podobny do niej jak była mała. można coś z tym wykombinować, albo Scarlett, przyłapałaby ją jak rum wyrzuca za burtę, nie wiem, nie umiem wymyślać :<]
Kayna
[Może Scarlett przyjdzie do Wiedźmy, jako że będzie ciekawa. I Luna może pobłogosławić jej Aureliusa. hym? :]
OdpowiedzUsuńLuna
[ bo jak można zemścić się na piracie dotkliwiej, niż pozbawiając go rumu? :D zaczniesz? *_*]
OdpowiedzUsuńKayna
[Jasne spoko. Może Luna przepowie jej coś co nie będzie się Scarlett podobało i tak dalej i tak dalej. Chcesz zacząć? :]
OdpowiedzUsuńLuna
Kayna była typem osoby, z którą nie łatwo jest w żyć w zgodzie, z czym musiał pogodzić się jej ukochany ojciec. Wybuchowa mieszkanka charakterów jego, oraz jego ukochanej, zmarłej żony, owocowała już od wielu lat, długimi, często bezsensownymi kłótniami między córką, a ojcem, którzy wykazywali się takim samym uporem i chorym wręcz przerostem ambicji nad treścią. I tego popołudnia znowu poszło o coś bezsensownego, znowu w tracie Kayna wyciągnęła wszelkie brudy, znowu ojciec niemal wyrzucił ją ze swojej kajuty, gdy niemal skończyła mu się cierpliwość. Do żadnego porozumienia nie doszli, zaś załoga, która wszystko uważnie słyszała, jak zawsze miała chwilą rozrywkę i powód do rozmów i plotek, zwłaszcza w damskiej części załogi, której Kayna nie potrafiła w żadne sposób uszanować. Gdy tylko zmierzch zapadł, a większość osób poszła oddać się beztrosce, uciekając w ramiona Morfeusza, Kayna, poderwała się ze swojej pryczy i weszła pod podkład, skąd wyniosła całą skrzynkę rumu. Samo istnienie tego trunku było dla niej nie porozumieniem, zwłaszcza gdy pijanym mężczyznom rozwiązywał się język, a i rąk przy sobie nie potrafili utrzymać, przez co nie raz, ani nie dwa, musiała swoich małych, lecz silnych piąstek użyć. Pozwalając swojej złośliwej naturze się odezwać, kolejno chwytała za butelki i wyrzucała je za burtę, czerpiąc przyjemność z faktu, że zostawiają je za sobą daleko. Dopiero słysząc głos, kobiecy głos, należący do żony jej brata, drgnęła i omal nie opuściła butelki na deski, co z pewnością wywołałoby nie mały hałas.
OdpowiedzUsuń- Musisz się tak skradać?- zapytała cicho, nieco zjadliwym tonem, który jednak szybko przegnała, a na jej ustach zaś pojawił się cwany uśmiech.-Przynajmniej wytrzeźwieją nim dobijemy do portu i staną się bardziej wydajni. Same plusy, nie uważasz?- wyrzuciła kolejną butelkę i oparła jedną dłoń na biodrze, drugą zaś odgarniając jasne kosmyki.- Przynajmniej przez taką rewolucję nie byłabym jedyną złą, na tym pokładzie.- wymruczała, po czym usiadła na barierce, mocno zaciskając dłonie na jej brzegach, a oczy wbijając w uderzające o statek fale, które co chwile przybierały na sile. - Pewnie słyszałaś co? Znowu zła, niedobra Kayna darła się na swojego biednego ojca i przysparzała rozrywki załodze. Zawsze do usług. A ty nie powinnaś już spać?- szybkim ruchem odwróciła głowę w jej stronę.- Wy matki, podobno powinnyście się wysypiać.
Luna była w wyjątkowo pogodnym i rozmownym nastroju. Zwykle siedziała w ciszy i prowadziła mentalne dialogi z duchami. Dzisiaj duchy siedziały w ciszy, a Wiedźma siedziała sama. Mówiła w przestrzeń i prowadziła monolog z zasuszonym skarabeuszem. Z aury wyczytała niewielu gości, bo lało jak z cebra (pewnie dlatego duchy się nie odzywały). Kiedy padało, a było to tylko kilka razy w roku, nikomu nie chciało się ruszać za miasto do Luny.
OdpowiedzUsuńJednak nieuchwytny los, jej kochanek, przewidział dziś dla niej towarzystwo.
Kobieta, którą spotkała pięć lat temu weszła do domu, nie była zdziwiona.Zadała jednak rutynowe pytanie.
- Co cię do mnie sprowadza Scarlett Alcantro?
Bowiem, kiedy Alcantra była trzysta metrów przed Domem Wiedźmy, Luna wiedziała z kim będzie musiała się zmierzyć.
Luna
Przygryzając wargę, zaczęła wymachiwać nogami, niczym małe dziecko, którym wciąż mentalnie była. Brak matki sprawił, że musiała dorosnąć nieco szybciej, a także poradzić sobie z panującymi mężczyznami, by nie zginąć wśród nich. W wieku trzydziestu jeden lat, pozwalała sobie na odrobinę swobody i dziecinne zachowanie, co dziś raczył wypomnieć jej ojciec. Na samo wspomnienie prychnęła, jednak musiała podświadomie przyznać mu rację.
OdpowiedzUsuńWestchnęła ciężko.
- Nie lubię się z nim kłócić. - wymruczała po chwili. - Ale nie jestem tak idealna jak moi bracia i muszę jakoś udowadniać swoje racje.- dodała po chwili hardo. I to ją z ojcem łączyło, nie umiała i nie lubiła przepraszać. Tak jakby do jej słownika nie wpojono tego słowa, bądź ona specjalnie je zamazała. Zawsze wychodziła z założenia, że skłonność do przepraszania jest słabością, przyznaniem się do błędów, uległością. Te cechy ze stanowczością wyrzuciła ze swojego życia, w momencie gdy musiała pochować ukochaną matkę, w momencie, gdy musiała walczyć o racje bytu. Po chwili spojrzała na kobietę i wzruszyła ramionami, pozwalając by nikły uśmiech zatańczył na jej ustach.- Ojciec zawsze dbał by rumu nigdy nie zabrakło, nawet jak pozbędę się jednej skrzynki każdego dnia, to i tak wystarczy tego na tyle, by dobić do portu. - zeskoczyła na podłogę, chwyciła za kolejną butelkę i nieco nią pomachała, niepewnie spoglądając to raz na Scarlett, to na morze. - Skoro nie możesz spać, to może... pobawimy się w złych, pijanych piratów?
Wybujała wyobraźnia, od zawsze jej towarzyszyła. W wieku swego bratanka, potrafiła wpaść na setke głupich pomysłów i je zrealizować w ciągu jednego dnia.
OdpowiedzUsuńSłysząc pytanie Scarlett, wzruszyła ramionami, a uśmiech, który jej towarzyszył, nieco się poszerzył.
- No wiesz, jesteśmy już stare, w końcu mamy te trzydzieści lat, nie? Piratami chyba też jesteśmy, a tak przynajmniej mi się zdaje. Oto dwa, z trzech najważniejszych elementów naszej gry. Trzeci.- odkorowała butelkę z rumem i upiła z niej łyk, tradycyjnie się po tym krzywiąc.- Mówi, że dobry, stary pirat, to pijany pirat, a do tego potrzebny jest, rum, który można wyrzucić za burtę, ale wtedy nie będzie zabawy. Co ty na to Scarlett? Dasz choć raz ponieść się chwili i zapomnisz o wszelkich zasadach? A może już zawsze będziesz dobrą żonką, która pozwala upić się swojemu mężowi, a sama nie ma przy tym żadnych przyjemności, no chyba, że zbierze mu się na czułości, ale po rumie to chyba nie to samo. - wyciągnęła w jej stronę rękę z butelką i uśmiechnęła się zachęcająco.
Kayna z pewnością nie należała do tych odpowiedzialnych, grzecznych, ułożonych panien i nie miała zamiaru tego zmieniać, a że przy okazji może sprowadzić na złą drogę żonę swego brata? Komu to zrobi różnicę?
Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w pewien sposób wyzwała kobietę, że wystawiła ją na próbę. Z jednej strony miała do wyboru, pozostanie wierną swoim przekonaniom, a z drugiej, było choć chwilowe zerwanie się ze smyczy i odreagowanie. Sama Kayna nie uważała, że rum jest najlepszym rozwiązaniem, ale tylko on znalazł się pod ręką, a po dzisiejszym dniu czuła, że musi o wielu sprawach zapomnieć. Rum mógł to ułatwić, choć niósł ze sobą ryzyko obudzenia się rano z okropnym bólem głowy i wyrzutami sumienia. Patrzyła z uśmiechem jak kobieta upija łyk i z radością klasnęła w dłonie, gdy grymas pojawił się na jej ślicznej buźce.- Doskonale cię rozumiem. Rum jest jednym z najgorszych wynalazków ludzkości, ale ma też swoje zalety.- skinęła głową odbierając od niej butelkę, po czym sama się napiła, a następnie usiadła, opierając się plecami wygodnie o zabudowanie burty. Poklepała miejsce obok siebie, zapraszając ją tym samym. Wiedziała, że tutaj nikt nie powinien ich wypatrzyć, a prywatność była teraz jej marzeniem.
OdpowiedzUsuńKayna nigdy nie przyznałaby się do tego głośno, ale zazdrościła Scarlett tego wszystkiego. Zazdrościła, że nie była sama, że miała wokół ludzi, których bezgranicznie kochała, że znała pojęcie miłości. Kayna nigdy nie była zakochana, nigdy nie miała możliwości założenia własnej rodziny, a jak w życiu każdej kobiety, przychodził w życiu taki moment, gdy czegoś jej brakowało. Miała już ponad trzydzieści lat, a wciąż była sama, wciąż nie miała nikogo. Myśląc o tym wszystkim, upiła większy łyk niż do tej pory i wycierając usta, odstawiła butelkę.
OdpowiedzUsuń- A ja chyba zaczynam ich rozumieć.- powiedziała cicho, nieco niepewnie.- Spędzają lata na morzu, sami, odcięci od rodziny, od wszystkiego co kochali. Gdy samotność puka do ich życia, muszą ją czymś wypełnić. Butelka rumu nie wydaje się być najlepszą towarzyszką, ale lepsza taka niż żadna prawda?
Wbiła wzrok w niewielkiego pająka, który właśnie wędrował tuż przy jej nodze, słuchając tego, co ma jej do powiedzenia jej towarzyszka. Scarlett miała racje, ludzie często zapominali co jest prawdą a co fikcją, przyssani do butelki rumu, często zatracali się we wszystkim tym, co nie jest ani właściwe, ani rozsądne. Próbowali wypełnić pustkę, jaka powstała w ich życiu, czymś, co szczęście zapewniało tylko na chwilę, a później sprawiało, że człowiek błądził. Przetarła zmęczone, nieco przekrwione oczy, a gdy usłyszała ostatnie słowa Scarlett, spojrzała na nią i parsknęła śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Nie, co miałabym robić na lądzie? Całe życie spędziłam na morzu, nie umiem, nie lubię poruszać się ciasnymi uliczkami. Zostając tam, zapewne straciłabym własną tożsamość, a najlepsze co by mnie spotkało, to prostytucja. Takie życie nie jest dla mnie. Statek, morze, to jest to co umiem i kocham robić w życiu. To jest to co mi wychodzi najlepiej. Tylko ja nie boje się wejść do orlego gniazda w czasie sztormu, tylko ja wiem, jaki sekretny składnik dodaje nasz kucharz do tego gulaszu, w którym kącie żyje największa ilość myszy...Ląd nie jest dla mnie.
[To przyszłam po ten wątek :) Jakiś pomysł oprócz tego, że po prostu spotkają się przypadkowo w jednym z portów?]
OdpowiedzUsuńCatalina Rosa
Na wzmiankę o mężczyźnie, Kayna roześmiała się i pokręciła głową, sprawiając, że blond kosmyki uderzyły ją kilka razy o twarz.
OdpowiedzUsuń- Ja i mężczyzna? Scarlett, tylko głuchy i ślepy by ze mną wytrzymał! Ja się nie nadaje do związków i wszyscy o tym doskonale wiecie. – ponownie sięgnęła po butelkę, której zawartość ponownie spłynęła po jej gardle, sprawiając, że od nieprzyjemnego szczypania, delikatnie się skrzywiła. – A co jest interesującego w tawernach, pełnych pijanych, biednych idiotów i dziwek, gdzie zawsze przebywacie? – wzruszyła ramionami. Jej nigdy nie interesowały takie miejsca, nigdy nie bawiła się dobrze, słuchając pieśni pijanych mężczyzn, którzy uważali się za wilków morskich, choć prawda była taka, że to ona lepiej znała morze od nich. – O wybacz, to mój ojciec zamyka się w kajucie. Ja się szlajam i wcale się nie boje..Tylko ludzie są tacy… nudni? Strasznie przyziemni, mają w sobie coś, co mnie odpycha. Widzą we mnie tylko zwykłą dziewkę, która dziwnym trafem jest córką pirata. I wcale nie jesteśmy do siebie podobni! Nie wiem o co ci chodzi..
[Pasuje mi :)]
OdpowiedzUsuńCatalina uwielbiała te chwile, które dane było jej spędzić na stałym lądzie. Jak na osobę wychowaną na morzu było to dość dziwne, jednak taki spacer zatłoczoną uliczką czy spotkanie innych niż codziennie ludzi... Była to cudowna odmienność, na którą każdy zasługiwał. I nawet zwykły przystanek na niezamieszkanym przez nikogo terenie był dobry, żeby przejść się plażą czy popływać.
Dziewczyna powinna teraz pomagać innym członkom załogi w uzupełnianiu zapasów, jednak jak zwykle uciekła i zamiast tłoczyć się wśród przekupek na jarmarku spacerowała sobie brzegiem morza, buty trzymając w ręce a spodnie podkasawszy, coby woda ich nie zmoczyła. Zbliżał się już wieczór, dlatego zdziwiła się, gdy dostrzegła postać idącą z naprzeciwka. Mimo to szła dalej, a gdy zbliżyła się do kobiety, przystanęła i zaciekawiona spojrzała w jej stronę. Nie sądziła, że spotka tu i teraz jakąś inną dziewczynę, ale że do rozmowy była zawsze chętna, podeszła do nieznajomej i uśmiechnęła się.
- Ładny mamy dziś dzień, nieprawdaż? - zagadnęła, spoglądając w stronę morza, gdzie słońce chyliło się coraz bardziej ku dołowi, żeby potem spokojnie zajść i dać przyjść nocy.
[Mam nadzieję, że taki początek może być.]
Catalina Rosa
- Całe szczęście, burza nie jest czymś pożądanym przez żeglarzy - wtrąciła, z lekkim westchnieniem jakby ulgi.
OdpowiedzUsuńNie lubiła burz, szczególnie gdy dorywały ich okręt na otwartym morzu. Zawsze siedziała wtedy w kajucie i nie wychodziła, nikt nie był w stanie jej do tego przekonać. Miała nadzieję, że nie zacznie padać w nocy, kiedy planowali wypłynąć z portu. Najbardziej na świecie martwiła się o członków załogi, nie chciała żeby przez jakiś sztorm stało się im coś złego.
- Uwielbiam oglądać zachód słońca z lądu, wygląda całkiem inaczej niż ten na morzu, jakby słońce chowało się w wodzie - powiedziała cicho, bardziej do siebie samej niż do kobiety i usiadła na piasku, podciągając do siebie nogi i obejmując je rękami.
Przewróciła oczami gdy kobieta zaczęła mówić, o tym jak sama myślała, że nie nadaje się do związków. W przeciwieństwie do Kayny Scarlett wydawała się być do tego stworzona. W dodatku piękna i mądra, który mężczyzna by jej nie uległ?
OdpowiedzUsuń- Mój brat byłby szalony gdyby się w Tobie nie zakochał, myślę, że wszyscy byli tobą zauroczeni, gdy tylko dorosłaś, ale to on miał to szczęście. Strasznie to rozczulające, co?- roześmiała się cicho, sięgając po butelkę.- Co ten alkohol robi z ludźmi, że nawet ja zaczynam gadać od rzeczy, wyciągam jakieś smęty. Powinnyśmy upić się na wesoło, wygłupiać się na środku pokładu, obudzić całą załogę i zebrać ochrzan od mojego ojca, byłoby przynajmniej co na starość wspominać, a tak…
Spojrzała z pogardą na Scarlett.
OdpowiedzUsuń- Żadne pieniądze tego świata, nie są wstanie kupić przyszłości pewnej, bo los jest przewrotny, tak samo jak pytania są przewrotne i jeśli zadajemy je by uzyskać odpowiedź, możemu usłyszeć nie to za co płacimy.
Odwróciła się tyłem do Alcantry i sięgnęła do szafki. Wyjęła mieszankę herbaty i ziół odurzających i wsypała je do filiżanek pochodzących z wiekowej zastawy. Dostała ją od pewnego konkwistadora, któremu uratowała życie, kiedy zabroniła mu nosić białych koszul. W jednej z jego białych koszul, kochanek jego żony ukrył węża, który miał go zabić.
- Jednak możesz dać mi coś innego. Wtedy ujawnię przed tobą los twojego syna. Wszystkie twoje wspomnienia z dziecinstwa lub trzy struny głosowe. Chyba, że sama możesz zaproponować cenę. - uśmiechneła się tajemniczo.
Zalała herbatę i postawiła ją przed Scarlett.
Luna
- A więc też żeglujesz? Jak długo? - zapytała z ciekawości, i lekko przekręciwszy głowę spojrzała na swoją towarzyszkę. - A ja Catalina, miło mi.
OdpowiedzUsuńDobrze rozumiała kobietę, w końcu całe życie spędziła w ciągłej podróży. Kochała to, kochała każdego członka załogi, wychowała się z nimi. Brakowało jej jednak obecności innych, szczególnie kobiet. Miała w sumie dwie siostry, ale każda z nich była inna, no i lubiły od czasu do czasu zejść na ląd i tu żyć. Jednak nie Catalina, ona była wierna okrętowi i morzu, i chociaż czasem tęskniła za normalnym życiem, to za nic by swojego nie zmieniła.
Roześmiała się cicho kiwając głową
OdpowiedzUsuń- Przecież doskonale wiemy, że dzień bez kłótni córki z ojcem, to dzień stracony! A tak, przynajmniej miałaby jakiś dobry powód by poświęcić swój czas na wymianę zdań z nim i słuchanie tego gderania. Wiesz co ostatnio powiedział, jak omal nie ucięłam dłoni temu szczurowi pokładowemu, który mnie dotknął? Że to normalna sprawa, że mężczyźni interesują się kobietami, ba! Nawet mną! Czasami tak bardzo go nienawidzę i kocham i…Nie wiem co mam robić.- wymruczała żałosnym tonem, po czym jak na rasowego pirata przystało, przyssała się do butelki, która jeszcze stała cała. – No ładnie, marnujesz taki dobry trunek, co by na to powiedział twój mąż? A w żyłach twojego syna płynie krew rodu Alcantra, nic na to nie poradzisz, czy będziesz śpiewała i tańczyła pijana, czy będziesz udawała, że jest wszystko okej i trzymała się w pionie, to on i tak będzie taki sam. Ma to po nas, ja ci mówię. Ale wy macie szczęście, ja w jego wieku, wdrapywałam się najwyżej jak mogłam, a przez kolejne pół dnia ojciec próbował ściągnąć mnie na dół. Zabawnie było. – wyciągnęła dłoń z butelką w jej stronę, wpatrując się w nią wyczekująco, jakby z naciskiem.
Spojrzała ma medalion. Wzięła go ostrożnie i przyjrzała się. Nie zamierzała go brać, wystarczyła jej gotowość dziewczyny do podjęcia takiej decyzji. Gorzej, że nie będzie miała piasku z plaży karaibskiej. Cóz, załatwi to kiedy indziej. Medalion był ciężki i misternie zdobiony. Od razu rozpoznała w nim hiszpańskie złoto. Stare hiszpańskie złoto.
OdpowiedzUsuń- Będzie cie strzegł jeśli będziesz zgubiona. - odpowiedziała i oddała jej naszyjnik. - Nie ma dla mnie wartości.
Oparła się wygodniej w fotelu. Zdecydowała, że powie Scarlett przyszłość.
- Daj mi dłoń.
Luna
- Nie znam innego życia, odkąd pamiętam moim mieszkaniem jest statek a domem morze. Podobno urodziłam się na lądzie i dopiero przed drugim rokiem życia ojciec zabrał mnie ze sobą, ale nie mam żadnych wspomnień z tego okresu, chyba byłam za mała, żeby coś pamiętać - odpowiedziała. - Dlaczego? Nikt ci nie powiedział co się z tobą działo, nie wiem, jak znalazłaś się na statku czy coś?
OdpowiedzUsuńCiekawska z niej osoba była, a że najprawdopodobniej ponownie nie ujrzy już kobiety, to mogła się rozgadać. Dobrze było od czasu do czasu otworzyć gębę do kogoś innego niż osoby, które towarzyszyły nam na co dzień.
- Po prostu miałaś szczęście, albo bogowie się nad tobą zlitowali i postanowili dać ci życie. Niezbadane są wyroki Neptuna... - dziewczyna westchnęła i wstała, otrzepując spodnie z piasku. - Chyba powinnam wracać, po zachodzie znowu wypływamy w morze, nie powinnam się spóźniać. Może przejdziemy się w stronę portu a potem rozdzielimy? - zaproponowała, nie chcąc tak szybko tracić kompanki do rozmowy.
OdpowiedzUsuńWłaściwie to widziała w kobiecie trochę siebie, obie tak samo były związane z morzem i ciągle po nim pływały, bo tak robiła ich rodzina. A rodzina zawsze była najważniejsza.
Uśmiechnęła się, jak zwykle bezbłędnie wyczuwając niepewność swojej interesantki. Dłoń Scarlett była sucha i szorstka i prawie mlecznobiała. Kontrastowała z ciemną skórą Luny.
OdpowiedzUsuńWiedźma zamknęła oczy i przesunęła palcami po wypukłościach na skórze.
Zobaczyła jak życie tej kobiety i jej jedynego syna ucieka jej przez palce.
- Los jest przewrotny. Bardzo... - przerwała na chwilę, wciąż ściskając rękę. - Twój syn zapoczątkuje zmianę. Kiedy zostanie kapitanem, nie... Nie Kochanki, piraci przegrupują się. Wśród nich będzie zdrajca. Twój syn okaże pomoc zdrajcy...
Luna
Na pirackim statku ciężko było wypracować sobie tendencję do przesypiania dwunastu godzin na dobę i wstawania w południe. Dlatego Claudius, choć kładł się spać późno, o świcie był już na nogach. I tym razem kilka chwil po świcie był już na pokładzie, którego poranny obchód należał do jego obowiązków. Wydał kilka drobnych dyspozycji członkom załogi i znów zniknął pod pokładem. Ziarna kawy były towarem luksusowym, więc dla piratów stanowiły przyzwoity łup. Część zdobycznego czarnego złota sprzedawano w portach, natomiast skrzynka zostawała na okręcie i ci wyżej postawieni mogli liczyć na możliwość uraczenia się świeżym, aromatycznym naparem od wielkiego dzwonu. Claudius lubił korzystać z tego akurat przywileju, więc spod pokładu wyłonił się po kilkunastu minutach z topornym kubkiem wyjątkowo kiepsko przyrządzonej kawy.
OdpowiedzUsuńNa dziobie zauważył Scarlett, która tego dnia znikła z łóżka wyjątkowo wcześnie, więc poszedł do niej, nie chcąc spędzać tych kilkudziesięciu minut do pełnego przebudzenia się statku samemu.
Objął ją od tyłu ramieniem, spoglądając na wyłaniające się zza horyzontu słońce.
- Gdy czerwone słońce wschodzi, w marynarzu lęk się rodzi.
- Śpi pod opieką dziadka, więc nie ma się o co obawiać, w końcu ochrona w postaci postrachu mórz powinna wystarczyć. - Zauważył z uśmiechem, zanurzając usta w gorącym naparze. Spojrzał na kubek z uznaniem. I tak wyszła lepsza niż zwykle, a i ta normalna dała się spokojnie, ba, nawet z przyjemnością, wypić, więc Claudius negatywnie ocenił potencjał swojej porannej kawy jako broni przeciwko wszelkim morskim potworom. - Ty za to obudziłaś się bardzo wcześnie. Nie zauważyłem nawet, kiedy wyszłaś z kajuty.
OdpowiedzUsuńWiedział, że z snach przybywały przepowiednie, jednak większość z nich umykała w ostatniej chwili, wymykając się świadomości z rąk i na zawsze pozostawała gdzieś na dnie morza. Im bardziej próbował przypomnieć sobie jakiekolwiek szczegóły swoich snów, tym gęstsza spowijała je mgła. - Nie wiem, nie pamiętam, ale to musiało być przyjemne. Pewnie śniłem znów o tym, jak Aurelius bawił się w luku hiszpańskimi złotymi monetami, bo to przypomniało mi się przed snem. - Odpowiedział, uśmiechając się na to wspomnienie.
OdpowiedzUsuń- Przecież to było w naszym luku, na pełnym morzu i pod moją osobistą kontrolą, więc trudno wymarzyć sobie bezpieczniejsze miejsce na całych Karaibach. - Odpowiedział, marszcząc brwi. Zauważył, że Scarlett była ostatnio podenerwowana, jednak dotąd przypisywał to własnym ciężkim dniom, które jemu zaczynały odpuszczać, a żona wciąż zdawała się rozkojarzona i jakby czymś zlękniona. - Jesteś ostatnio strasznie nieswoja. Coś złego się dzieje?
OdpowiedzUsuńSpojrzał na księżyc, który wciąż jeszcze wisiał nad horyzontem. Wszystko stało się jeszcze bardziej zagmatwane, kiedy dotarło do niego, że argument o pełni nie ma najmniejszego sensu i był po prostu wymyśloną na poczekaniu wymówką, żeby nie mówić mu prawdy. - Do pełni jeszcze ponad dziesięć dni. - Powiedział, a do jego głosu przekradła się nutka niepokoju. Rodzina była dla niego najważniejsza, więc lęk był w stanie zrodzić każdy drobiazg. Tak, nawet w piracie, który bez najmniejszych oznak strachu szedł w bój ramię w ramię z całą resztą załogi, ryzykując przy okazji życie. O siebie nigdy się nie bał, jednak o Scarlett i Aureliusa drżał przy każdej okazji, nawet najbardziej błahej.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na nią z naganą, ale po chwili jej twarz złagodniała.
OdpowiedzUsuń- Nie nam, nie im decydować, a twemu synowi będzie na jaką ścieżkę wkroczy. Co pewne jest, nie będzie kapitanem Kochanki, a czy odwróci się od rodziny, ona od niego, czy zostaniecie razem... to jest zależne.
Zamknęła oczy i zaciągnęła się dymem w pokoju. Prawdą było, że los syna Scarlett Alcantra był zależny od jego przyszłej decyzji. Poprawiła fałdy sukni.
Luna
- Chyba tak. Chociaż tak właściwie to jeszcze nic takiego mi się nie przytrafiło, chyba jestem zazdrosna - uśmiechnęła się lekko, również zerkając na statki.
OdpowiedzUsuńZauważyła Skarb Diabła, jakże wyróżniający się na tle innych ze swoją hiszpańską flagą powiewającą na wietrze. Wzruszyła tylko ramionami i zamilkła na chwilę, zastanawiając się nad słowami kobiety. Gdyby jej przeznaczeniem było zostać jednym z lepszych szermierzy na okręcie urodziłaby się chłopcem. Czyli los miał wobec niej inne plany, a tak przynajmniej potajemnie i skrycie marzyła.
- Pożyjemy zobaczymy, może pewnego dnia spotkam jakiegoś groźnego pirata, który zachwycony mną ulegnie zmianie i będzie chciał się ustatkować? Nie wiadomo - zażartowała, powoli ruszając w stronę portu.
- Ależ ja cię nie straszę!- zaprzeczyła szybko, z tym swoim łobuzerskim uśmiechem, który swobodnie wkradł się jej na usta. – Ja tylko subtelnie stwierdzam oczywiste fakty. Jest podobny do ojca, ale to dobrze, mógł wdać się we mnie, albo w Reagan`a. Co prawda podobnie jak ja wymachuje czym popadnie, ale ja w jego wieku potrafiła ukraść prawdziwą broń i wdrapać się tam, gdzie mało kto dosięgał. Ojciec czerwieniał ze złości gdy próbował ściągnąć mnie na dół, a reszta załogi pokładała się ze śmiechu, przez co później przez tydzień cierpieli, szorując podłogę przez kilka godzin. Stare dobre czasy, co? – zamruczała cichutko pod nosem, przez chwilę także nucąc jedną z pirackich pieśni, które w tamtym okresie śpiewali zmęczeni piraci, pochyleni nad zniszczonym, kawałkiem materiału, którym starali się wyszorować pokład. Kiwała się przy tym lekko na boki, a kąciki ust unosiły się coraz wyżej do góry.- Tak, tak wiem, wielki kapitan, zbawca piratów, bla bla bla. Jaka szkoda, że pewnie tego nie dożyję.- kobieta momentami miała dość słuchania tego, jak wszyscy zachwalają jej bratanka, który słuchając tego wszystkiego lada moment popadnie w taki samo zachwyt, że trudno będzie nad nim w jakikolwiek sposób zapanować. Jako ciotka kochała go, bawiła się z nim, uczyła go i broniła gdy zaszła taka potrzeba, jednak momentami jej złośliwa natura,miała naprawdę dość rozpływania się nad chłopcem, którego do tej pory największym osiągnięciem było to, że się urodził. – A jeżeli dożyję, to ja już się postaram, żeby oddał ster w moje ręce, ojciec jest nieuległy, ale junior chyba ciotce nie odmówi, co?
OdpowiedzUsuńZaśmiała się cicho i pokręciła przecząco głową.
OdpowiedzUsuń- Cóż, szczerze w to wątpię. Bo po pierwsze żyjemy wszyscy jak jedna wielka rodzina, większość załogi mnie wychowywała, jest naprawdę bardzo mało mężczyzn w podobnym do mojego wieku. A po drugie... Córka kapitana to za wysokie progi, nawet by nie próbowali, ojciec dałby im popalić. Według niego zasługuję na jakiegoś innego potężnego kapitana, a najlepiej gubernatora, czy też samego króla. Strasznie trudno jest go zadowolić - oznajmiła.
- I tak będę się martwił, dopóki mi nie powiesz, co cię trapi. - Zapewnił, bo ciężko było ukrywać aż taką oczywistość. W martwieniu się o członków swojej rodziny Claudius był niekwestionowanym mistrzem świata, ale jego talentem w tej kwestii było odróżnianie momentów, w których naprawdę było się czym martwić od tych, w których główną rolę grała jego nadwrażliwość na wszelkie oznaki trosk. Tym razem miał pewność, że faktycznie dzieje się coś niedobrego, więc nie chciał odpuszczać i pozwalać Scarlett zamartwiać się choćby przez kolejną godzinę.
OdpowiedzUsuń- Oszalałaś? - Zapytał, robiąc krok w tył. Dziesiątki razy prosił Scarlett, żeby nie chodziła do żadnych wiedźm, wróżek ani jasnowidzów i nie pytała o losy ich dziecka. - Prosiłem się, żebyś nie pytała żadnej wiedźmy o jego przyszłość. Przecież dobrze wiesz, że przepowiednie zmieniają przeznaczenie, a gdyby nie one, przyszłość nie musiałaby przynosić tego, co przepowiedziano! - Podniósł głos, zwracając przy okazji uwagę krzątających się po pokładzie członków załogi. Nie chciał publicznej awantury, o której później szeptałoby się podczas chwil nudy przez najbliższy tydzień, dlatego złapał ją za ramię i zaprowadził do ich wspólnej kajuty.
OdpowiedzUsuń- Nie rozumiesz, że gdyby nikt nie przepowiedział, kiedy on się urodzi, mógłby przyjść na świat tydzień później?! Nie rozumiesz, że jeśli ktoś potrafi przywołać zmarłego z powrotem do świata żywych, to głupie wpłynięcie na dzień narodzin jest dziecinną igraszką?! - Pytał, czując że wzbiera w nim coraz większa wściekłość. - Jej nie obchodzi, co się stanie, ona może zrobić prawie wszystko, żeby tylko dostać to, co jest zapłatą za przepowiednię!
OdpowiedzUsuń- To jest moje życie od trzydziestu lat! Tutaj jest mój dom i nigdzie indziej go nie będzie! Głupie przepowiednie nikogo nie uratują przed jego losem, mogą go najwyżej pogrążyć! Myślisz, że jakiekolwiek wiedźmie zależy na czymś poza zyskiem?! One żyją tylko po to, żeby się bogacić! Nie jesteśmy w stanie zapłacić na tyle dużo, żeby wkupić się w łaski którejkolwiek z tych, które są w stanie kogokolwiek zbawić!
OdpowiedzUsuń- O nic nie prosiłem cię bardziej niż o to, żebyś nigdy, przenigdy nie prosiła nikogo o przepowiednię na temat naszego syna! I nie tylko ja! Ojciec też ci to mówił! Nie pamiętasz już, jak opowiadał ci historię o przepowiedni, którą dostał na mój temat i która wcale nie musiała się sprawdzić, gdyby w ogóle nie została wypowiedziana?! - Pomimo jej łez, jego złość wcale nie malała. Sam nie wiedział, dlaczego wściekł się aż tak bardzo, w końcu należał raczej do tych ludzi, którzy nie robili karczemnych awantur, zwłaszcza jeśli sytuacja nie mogła być już pchnięta z powrotem na poprzednie tory i teraz można było ją tylko zaakceptować w jej obecnym kształcie.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń[Witam. Masz jakiś pomysł na wątek?]
OdpowiedzUsuńCath
Bartolomew znowu dostał najgorszą robotę. I znowu dostał jej najwięcej. Nawet kiedy statek stał w porcie, on musiał użerać się z linami, mewami i załadunkiem. Mimo, że jego zadaniem na statku miała być obrona. Był jednak perfekcjonistą i dlatego wykorzystywano go do robót, które musiały być wykonane jak najdokładniej. Jedynym plusem takich sytuacji było to, że nie miał czasu na głupoty i kłopoty, które lubił na siebie ściągać.
OdpowiedzUsuńZostało mu jeszcze kilka lin. Dostał polecenie sprawdzenie ich wytrzymałości i właśnie kończył je buchtować. Pech chciał, że były niesamowicie ciężkie i Bart zamiast znosić je na dół po prostu je zrzucał i nie zauważył, że ktoś przechodzi. Nigdy nie spodziewałby się, że ktoś o tej porze i to w porcie będzie przebywał w ładowni, a już na pewno nie kobieta. I na pewno nie, za jakie grzechy!, synowa kapitana. Co u licha tam robiła..!?
Chłopak rzucił linę i usłyszał cichy okrzyk niezadowolenia. W jednej chwili przestał kląć na swoją robotę, wyprostował się i rzucił w stronę wejścia do ładowni. Zbiegł szybko pod pokład. To co tam zobaczył przechodziło ludzkie pojęcie, a Bart powoli zaczął żegnać się z życiem. Podszedł do leżącej na ziemi dziewczyny i uniósł ciężką buchtę odrzucając na bok. Na jego twarzy malowało się przerażenie. Nigdy wcześniej nie miał z nią bezpośredniego kontaktu, dlatego nie wiedział czego się spodziewać. Popłacze się? Nakrzyczy i pójdzie na skargę? Czy może sięgnie broni i z gniewu ot tak go zabije? Jedno było wiadome. Żaden z tych scenariuszy nie był dobry, a ona miała na policzku ranę od uderzenie. Oj, to nie wyglądało dobrze.
-Panienka Scarlett... Panienka wybaczy, nic się nie stało? Przepraszam.. -zaczął panikować i pomógł jej wstać.- Na prawdę nie chciałem, nie zauważyłem panienki...
Odsunął się trochę, żeby dać jej przestrzeń i przyglądał się jej ze strachem i ciekawością, czy zostanie powieszony na którymś z bomów, przeciągnięty pod kilem, czy standardowo przejdzie się po desce. Nerwowo zerkał to na nią to na linę oczekując, że się odezwie.
[mam nadzieję, że może być i nic nie jest pokręcone...]
- Nie, nie zrobi tego. Prędzej pozwoli, bym została starą panną, a najlepiej żebym jeszcze do tego przejęła po nim statek i załogę. Do niczego mnie nie zmusi, myślę że w jakiś pokręcony sposób mnie kocha, nie pozwoliłby, żebym była nieszczęśliwa - stwierdziła całkiem pewna swoich słów.
OdpowiedzUsuńBo może i nie była Terrą, która jako że była najstarsza była oczkiem w głowie ojca, ani swoją drugą siostrą, która z wyglądu najbardziej przypominała ich matkę. Mimo to wiedziała, że ojciec nigdy nie postąpi wbrew jej woli.
- Cóż, może się jeszcze kiedyś spotkamy - dodała po chwili, gdy doszły już do portu.
Wyjątkowo dobrze rozmawiało się jej ze Scarlett, miała nadzieję, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności jeszcze kiedyś ich statki znajdą się w jednym porcie.
Catalina Rosa
Odetchnął głęboko, że nie krzyczy. Nagle poczuł, że życie jest piękne i może zrobić wszystko czego chce. Czuł jednak, że jest jej coś winien.
OdpowiedzUsuń-Może.. dałaby się panienka zaprosić do jakiejś tawerny w ramach przeprosin..?
Uśmiechnął się nieśmiało przygryzając subtelnie wargę. Wciąż wpatrywał się w jej ranę na policzku mając nadzieję, że nie pogorszy się jej stan.
Odetchnął z widoczną ulgą raz jeszcze kładąc dłoń na piersi. Jej pomysł nie by najgorszy, biorąc pod uwagę okoliczności. Nadal był jednak na siebie zły za to co się przed chwilą stało. Na prawdę tego nie chciał, zabiła go rutyna i to nie pierwszy raz. Kiedy on się wreszcie czegoś nauczy..?
OdpowiedzUsuń-A więc dobrze -odparł po chwili.- Będę zaszczycony.
Uśmiechnął się do niej i wskazał drogę na górę przepuszczając ją przodem. Mądrzy ludzie uczą się na błędach. Najwyraźniej do nich nie należał. Ale może po takiej sytuacji coś do niego dotrze. W głębi miał taką nadzieję. Powędrował wzrokiem za kobietą i ruszył za nią.