27 kwietnia 2013

PORT CABARET



Port Cabaret przez długi czas był miejscem, gdzie piraci nie zaglądali zbyt chętnie. Roiło się tu od żandarmów, szpiegów i handlarzy, którzy nie chcieli robić interesów z szemranym elementem. Ten usytuowany w zatoce niewielki port był doskonałym miejscem na zastawienie zasadzki - statki bowiem nie były w stanie szybko wypłynąć z powrotem w morze. Pirackie załogi poradziły sobie jednak z Hiszpanami ich własną bronią - w wielkiej bitwie, która miała miejsce ponad pół wieku temu zjednoczone siły większości tutejszych piratów rozgromiły wysłaną przez Europejczyków flotę kilkunastu okrętów, odbijając port dla siebie. Od tego czasu królują tu piraci, a władza nie kwapi się to tego, żeby ich z Cabaretu wykurzać. Szkielety żołnierzy biorących udział w wielkiej bitwie po dziś dzień zdobią dzioby wielu pirackich okrętów.

Port jest niewielki i ciasny. W jednym momencie może tu przebywać jedynie kilka jednostek. Opłaty za pozostawienie statków w zatoce portowej nie są duże, jednak i ich ochrona pozostawia wiele do życzenia, więc kapitanowie rzadko kiedy ryzykują, a na okręcie pozostaje kilku członków załogi, którzy trzymają straż. Dawno temu istniało tu niewielkie miasteczko, jednak pozostali po nim jedynie pojedynczy mieszkańcy, którzy zajmują się głównie prowadzeniem kilku niezbędnych w porcie lokali. Spora część z nich sympatyzuje z piratami, jednak są i tacy, którzy pozostali tutaj dlatego, że biznes pozbawiony jakiejkolwiek konkurencji to żyła złota.

Można tu zjeść, wypić, przespać się, zaznać cielesnej przyjemności, wymienić lub przehandlować łupy, a także uzupełnić zapasy na kolejną wyprawę. Do portu tłumnie przybywają handlarze, dla których konszachty z piratami to (bardzo często dosłownie) złoty interes. Łasi na zysk muszą się jednak liczyć z tym, że udowodnienie im układów z piratami skończy się na szubienicy.

Od przeszło dekady umowną władzę w porcie sprawuje Roger Gribble zwany Zabójcą Komandora, który podczas wielkiej bitwy, jako niespełna osiemnastolatek, zabił dowódcę hiszpańskiej floty. To on kontroluje miejscowych, rozsądza co większe spory i dba o to, żeby piracka ostoja była wolna od monarchicznych psów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz